Secret Place

Dzień 1 (29.03.2019)

Wyobraźcie sobie piękną plażę z białym piaskiem i błękitnym, ciepłym morzem. Wiszące w cieniu drzew hamaki i mały cocktail bar zbity z drewna wyrzuconego na brzeg. Zaraz obok miejsce do rozbicia namiotu z widokiem na spokojnie kołyszące się fale. Gorące słońce, orzeźwiający wiatr i błogie lenistwo.

Właśnie przyjechaliśmy do Secret Place niedaleko Tip of Borneo, czyli najbardziej wysuniętego na północ miejsca tej części Malezji. Po długiej i męczącej podróży z Kota Kinabalu, z przesiadką w Kudacie, jedyne co mamy ochotę zrobić to wskoczyć do wody. Rozbicie namiotu będzie musiało poczekać!

Dzień 2 (30.03.2019)

Po gorącej nocy w namiocie i malezyjskim śniadaniu zdecydowaliśmy się na spacer plażą na Tip of Borneo. Wycieczka o podobno średnim stopniu trudności i około pięciokilometrowej długości. Wysmarowani kremem z filtrem, zaopatrzeni w wodę ruszyliśmy w drogę. Piękna piaszczysta plaża kończyła się na pierwszym zakręcie i zamiast niej mieliśmy do pokonania sporo kamienistego brzegu. Przez całą trasę kamienie przeplatały się z białym piaskiem, a niektóre odcinki trzeba było pokonać w wodzie do pasa. Było trochę wspinaczki, podziwiania przyrody, a na końcu trasy nawet kąpieli na największej plaży jaką minęliśmy. Mimo, że większość trasy była w cieniu, a my wysmarowani kremem do opalania, nasze ciała po powrocie były w kolorze ugotowanego homara.

Dzień 3 (31.03.2019)

Czasem są takie dni, kiedy butelka Panthenolu to twój najlepszy przyjaciel. Dla nas to był zdecydowanie ten dzień. Przedpołudnie spędziliśmy w cieniu drzew, sącząc zimne soki i drinki. Po pysznym obiedzie przygotowanym przez naszego gospodarza Robiego wróciliśmy na legowisko celebrować leniwe popołudnie.

Wieczorem pojawiły się długo wyczekiwane przez Bartka kokosy. Znaczyło to tylko jedno: w końcu mogliśmy spróbować tajemniczego drinka z menu. Warto było czekać, bo był tak dobry, że inne drinki mogłyby nie istnieć.

Dzień 4 (1.04.2019)

Na koniec naszego plażingu w tym pięknym miejscu poszliśmy na spacer. Celem była mała wyspa-niewyspa, do której dojście okazało się na tyle skomplikowane, że odpuściliśmy dalszą wędrówkę. W leniwym tempie spakowaliśmy namiot i wsiedliśmy w umówioną wcześniej taksówkę, która przyjechała po nas z Kudatu.

Podsumowując konkretami: nocleg kosztuje 15 MYR od osoby, jeśli mieszkasz we własnym namiocie. Jeśli pożyczasz od Robiego (ma ich mnóstwo) płacisz 25 MYR/os. Śniadanie, obiad i kolację można zamówić z dostępnego menu. Do wyboru są głównie malezyjskie dania, ale jeśli ktoś ma problem ze zjedzeniem makaronu lub ryżu na śniadanie to też nie kłopot. Są tosty, jajka, a na specjalne zamówienie Robi może przygotować coś innego. To tutaj zjedliśmy przepysznego kurczaka w imbirze, który wyglądał niepozornie, a był kulinarnym odkryciem tej wycieczki. Ceny posiłków wahają się od 6 do 8 MYR za śniadanie i 7 - 10 za obiad. Do tego rano polecamy świeżo wyciskane soki z pomarańczy, arbuza lub ananasa (4 MYR), a po południu orzeźwiające drinki (8 MYR). Dobowy pobyt za dwie osoby z jedzeniem i drinkami (prawie all-inclusive!) kosztował nas mniej niż 100 MYR. Jedynym słabszym punktem tego miejsca są, tak jak wszędzie w Malezji, łazienki. Wielka kałuża w toalecie to standard, nie ma ciepłej wody (chyba, że masz szczęście i trafisz na podgrzaną przez słońce), a dla osób bojących się owadów to świetna okazja, żeby walczyć z fobiami. Ja już nawet przywykłam do wszechobecnych karaluchów!

Link do strony: https://secretplaceborneo.jimdo.com/. Z Robim najlepiej kontaktować się przez WhatsApp. Nie powinniście również mieć problemu, żeby dojechać tam na własną rękę. Jedzie się tak jak na Tip of Borneo, a na trzech ostatnich skrzyżowaniach pojawiają się drewniane drogowskazy. Jeśli się tam wybierzecie, koniecznie pozdrówcie go od nas!

– Małgosia